Zagrodnik

 

11 lutego 2012, 08:59

Partner

Logowanie

Reklama




Szara strefa polityki

Politycy każdej opcji zarzucają nam, swoim wyborcom, że prowadzimy działalność w szarej strefie, powodując straty dla budżetu państwa. Proszę zwrócić uwagę, jak często politycy i urzędnicy mówią i piszą o "stratach budżetu" w odniesieniu do pieniędzy, których budżet nie posiadał. Każdy chyba przyzna, że stratę ponosimy wtedy, gdy coś mieliśmy i straciliśmy. Bo jak czegoś nie mieliśmy, to jak mogliśmy to stracić? Tymczasem budżet traci, czego nie ma.

A winni jesteśmy wszyscy. Nie tylko przedsiębiorcy, jak powszechnie myśli ulica. Każdy, kto kupuje na straganie, bo dzięki temu oszczędza swoje pieniądze, których i tak mu brakuje - jest uczestnikiem szarej strefy. Bo na straganie nie ma ewidencji sprzedaży, co umożliwia obniżenie ceny o podatek VAT i podatek dochodowy. Każdy kto wynajmuje fachowca, malarza, parkieciarza, murarza, każdy kto naprawia samochód u sąsiada, a ludzie ci nie są zarejestrowani jako przedsiębiorcy, nie płacą ZUS-u, podatków - też jest uczestnikiem szarej strefy i przyczynia się do "strat" budżetu. Bo zgodnie z prawem, bez podatku nie wolno nic, nawet pomóc sąsiadowi za darmo. Bo to jest darowizna i też należy zapłacić podatek.

Ponieważ moje osobiste poglądy na funkcjonowanie państwa i jego stosunek do obywateli odbiegają od obecnej rzeczywistości i nie zgadzam się z głoszonym przez polityków poglądem, że gospodarkę trzeba uszczelnić, dla czystej satysfakcji zacząłem poszukiwać szarej strefy w polityce.

Czy jest coś, co rządzący i urzędnicy ukrywają przed swoimi wyborcami, a co są zobowiązani im dawać? Oczywiście, w pierwszym rzędzie nasunęła mi się na myśl korupcja, której małe elementy każdy obserwuje w życiu codziennym. Ale tak naprawdę, korupcja to element szarej strefy gospodarczej, bo łapówka to nic innego, jak opłata za usługę. Nawet jeżeli ta usługa jest niezgodna z prawem i szkodliwa dla nas wszystkich.

Co jest więc w szarej strefie polityki? W szarej strefie polityki jest prawda. To jest nasza, obywatelska własność i nam się ona należy. Polityk rządzący z naszego wyboru lub urzędnik przez nas opłacany, winni nam służyć oraz informować nas o wszystkim, co dla nas jest ważne. Bo w demokracji suwerenem jest naród, tak jak w monarchii absolutnej król. A suweren żąda prawdy, a za kłamstwo surowo karze.

Tymczasem współczesna demokracja (a może w ogólności demokracja?) polega głównie na wykorzystywaniu nieświadomości społeczeństwa w procesie rządzenia lub wręcz jego wprowadzaniu w błąd, oszukiwaniu, okłamywaniu. Byle tylko osiągnąć pożądany wynik w wyborach, byle wynik referendum był zgodny z planem.

Ta szara strefa polityki to nie tylko nasz problem. Tak jest także w innych krajach. Także tych o największej tradycji demokratycznej. Obecny prezydent Francji, już w trakcie kampanii wyborczej tkwił w związku z atrakcyjną modelką, a mimo to i on i jego żona grali komedię zgodnego małżeństwa aż do dnia wyborów. A potem specjaliści od kształtowania opinii publicznej przystąpili do pracy nad przygotowywaniem obywateli na podmianę pierwszej damy. I udało się. Opinia publiczna "kupiła" bajkę o wielkiej miłości i zaakceptowała nową prezydentową. Niewielu chyba zdaje sobie sprawę, że obecny szef państwa jeszcze niedawno oszukiwał naród, aby zdobyć pożądany fotel. Można mu ufać?

A pamiętacie Państwo tak popieranego przez Niemców kanclerza Schroedera? Wielu naszych polityków na jego zobowiązaniach i obietnicach skierowanych pod adresem naszego kraju opierało swoje przekonanie o słuszności naszej polityki zagranicznej. A kiedy kanclerz ten zakończył urzędowanie, to okazało się, że w ostatnim dniu pracy podpisał rządowe gwarancje kredytowe dla rosyjsko - niemieckiej spółki mającej budować gazociąg przez Bałtyk z pominięciem naszego kraju. Żeby dopełnić miary niemoralności, natychmiast objął funkcję w organach tej spółki. Oczywiście za kosmiczną pensję. Ja się nie zawiodłem, bo z zasady nie wierzę wielokrotnym rozwodnikom. Ale jako kraj ponosimy i poniesiemy w przyszłości konsekwencje ufności pokładanej w "prawdę" głoszoną przez tego człowieka.

Politycy wiedzą, że pamięć wyborcy jest krótka. Wystarczy odpowiednio przygotować kampanię wyborczą i niewielki okres tuż przed nią, aby wyborca zachował się w sposób oczekiwany. Nieważne, czy obietnice zostaną spełnione, czy sytuacja się poprawiła czy pogorszyła. Wszystko da się wykorzystać dla dobra kampanii, wszystko da się przełożyć na procenty poparcia.

Ostatnią rzeczą, którą polityk powie obywatelom jest prawda. Ale też sami jesteśmy temu winni. Niedawno miałem okazję rozmawiać z szefem ważnej, państwowej instytucji kontrolnej. W pewnym momencie rozmowa zeszła na temat mediów i zapytałem, dlaczego nie wykorzystuje mediów, szczególnie państwowych, do uświadomienia społeczeństwa o nowych obowiązkach, wymaganiach i zagrożeniach, jakie wynikają z wdrożonych przepisów unijnych.

Odpowiedział mi, że wielokrotnie próbował. Każdy wywiad, konferencja prasowa, są z jego strony próbą takiego przekazu. Jednak dziennikarze zadają pytania tylko z zakresu wykrytych afer, zdarzeń losowych, awarii i katastrof, a materiały informacyjne nie zostają wyemitowane. Dlaczego tak się dzieje? Bo nudna informacja powoduje spadek oglądalności. Więc sami nie chcemy prawdy.

Pociąga nas łatwe, lekkie życie, pozbawione trosk i nie potrafimy pogodzić się z tym, że jest to niemożliwe. Wolimy więc upajać się cudzymi nieszczęściami, czytając, słuchając i oglądając reportaże o tragediach lub szukamy złudzenia lepszej przyszłości w obietnicach lub nierealistycznych serialach, gdzie bohaterom wszystko przychodzi łatwo. Tak pokazują analizy rynku medialnego.

Stanowimy więc idealny materiał do manipulacji dla polityków. Prawdy nie chcemy, bo jest trudna. Więc nam jej nie dają. Jak pokazują przykłady ostatnich kilkunastu lat, ci z polityków, którzy ją głosili, pierwsi utracili poparcie społeczne i zniknęli ze sceny politycznej.

Polska scena polityczna codziennie przynosi nowe przykłady na funkcjonowanie naszych elit obok prawdy. Nie trzeba się wysilać, aby zauważyć nadinterpretację, ukrywanie faktów, oczernianie, pomówienia, przekłamania, ukrywanie prawdy czy wręcz kłamstwa, albo tworzenie tak zwanych faktów medialnych czyli czegoś, co nie istnieje w rzeczywistości, a staje się faktem po nachalnej propagandzie medialnej.

Jaki naród, takie elity, można powiedzieć. Ale naród się uczy, w miarę jak poszczególne jednostki doznają zawodu z rządzenia swoich wybrańców. I naród kiedyś zlikwiduje szarą strefę w polityce. Bo zbyt dużo traci. Traci naprawdę.

Autor: 
Jan Ruszała

Aktualny numer

Aktualny numer Zagrodnika

Partnerzy