Zagrodnik

 

11 lutego 2012, 08:49

Partner

Logowanie

Reklama




Ścieki to nie problem

Wbrew temu co mówi tytuł artykułu, ścieki w każdym gospodarstwie domowym stanowią problem. Powszechnie już wyposażyliśmy nasze domy w instalacje wodociągowe, a to spowodowało ogromne zwiększenie zużycia wody. I dobrze, skoro taka jest potrzeba, dla higieny i przyjemności, mamy prawo korzystać z dobrodziejstwa jaki jest płynąca z kranu i spłuczki woda. Tyle, że zużytą wodę trzeba z domu odprowadzić, a naszym obowiązkiem, nie tylko prawnym, ale także moralnym, jest ochronienie naszego wspólnego środowiska przed skażeniem.

Jeżeli mieszkamy na obszarze skanalizowanym, ścieki możemy odprowadzać do kanalizacji. To zdejmuje z głowy problem, ale kosztuje nie mało. Ci którzy kilka lat temu zabiegali o budowę kanalizacji, dzisiaj często chętnie zrezygnowali by z tej wygody, byle nie ponosić wysokich kosztów. Trzeba sobie bowiem wyraźnie powiedzieć, że kanalizacja na terenach wiejskich, o rozproszonej zabudowie, jest nieekonomiczna. Sama budowa kosztuje bardzo drogo, nawet z dotacjami.

Ale najgorsze, że równie drogie jest utrzymanie tej ogromnej sieci. Bo na jeden kilometr rurociągu przypada często kilka, a najwyżej kilkadziesiąt przyłączonych użytkowników, którzy w opłatach muszą pokryć wszystkie koszty funkcjonowania, remontów, amortyzacji. Dlatego woda i opłata za ścieki, są na wsi wielokrotnie droższe niż w miastach. Gmin wiejskich nie stać też na dotowanie tej usługi, bo dochody własne, jeżeli dotyczy to gmin rolniczych, są bardzo niskie.

Budowa szamba też nie rozwiązuje problemu, bo trzeba go systematycznie opróżniać, a jedynym bezpiecznym sposobem pozbywania się surowych ścieków, jest ich wywóz do najbliższej oczyszczalni, co kosztuje prawie tak drogo jak kanalizacja. Wywóz szamba w pole, nie dla każdego mieszkańca jest możliwy, bo nie wszyscy je mają. Trzeba także powiedzieć, że nieodpowiedzialne pozbywanie się w ten sposób ścieków, to zatruwanie gleby, ryzyko utraty plonów i trucia konsumentów. Nie mówiąc o smrodzie jaki fundujemy przy tej okazji sobie i sąsiadom. Dla bezpieczeństwa i zgody sąsiedzkiej, lepiej tego nie robić.

Co więc robić ze ściekami, żeby zneutralizować je skutecznie, tanio i w zgodzie z prawem? Najlepszym sposobem jest budowa własnej oczyszczalni ścieków. Dzisiaj opisujemy przykład takiej oczyszczalni, opartej na wykorzystaniu filtra roślinnego, czyli zdolności pewnych gatunków roślin do szybkiego poboru z wody zawartych w niej substancji. Budowę takiej oczyszczalni można przeprowadzić samodzielnie, a jej koszt to od kilkuset, do 3 tysięcy złotych, w zależności od własnego wkładu pracy i posiadanych elementów możliwych do wykorzystania.

Pierwsze co trzeba zrobić, to nabyć projekt, i dokonać zgłoszenia budowy w Starostwie, bo przy potrzebach oczyszczalni domowej, nie wymaga ona pozwolenia na budowę. Zresztą właśnie zmienia się w tej kwestii prawo, i pozwoleń nie będzie.

Oczyszczalnia z filtrem roślinnym składa się z pięciu elementów: zbiornika gnilnego, przepompowni, pryzmy z filtrem roślinnym, studzienki rewizyjnej i stawu denitryfikacyjnego. Ścieki doprowadzane są do zbiornika gnilnego, gdzie następuje ich częściowe osadzanie i częściowe gnicie. Tą rolę może spełniać dotychczasowe szambo, które każde gospodarstwo najczęściej posiada.

Z tego zbiornika ścieki trafiają do przepompowni, będącej np. studzienką z kręgów, z zamontowaną pompą. Pompa ta okresowo podaje ścieki na wierzch pryzmy obsadzonej pewnymi gatunkami roślin. Ścieki rozprowadzone są rurą drenarską po całej pryzmie, powoli przesiąkają do jej dna, a tym czasie ulegają przefiltrowaniu w warstwach pryzmy, a rosnące rośliny wiążą wytrącone substancje w przyrostach zielonej masy.

Drenaż ułożony na dnie pryzmy zbiera przesiąkniętą wodę, i poprzez pośrednią studzienkę rewizyjną (z kręgów), odprowadza do drenażu rozłożonego na dnie stawu denitryfikacyjnego. Tutaj ścieki ponownie przesiąkają przez warstwę podłoża filtrując się. Dodatkowo, rosnące w stawie rośliny wodne, pobierają pozostałe jeszcze substancje, doczyszczając ścieki. Woda która dzięki temu procesowi gromadzi się w stawie, spełnia z dużym zapasem normy pozwalające na jej odprowadzenie do wód powierzchniowych lub gruntowych.

Opisany typ oczyszczalni jest już sprawdzony w kilkuletnim użytkowaniu, w setkach gospodarstw domowych, zadowolonych z inwestycji. Często oczyszczalnia jest elementem ozdoby otoczenia gospodarstwa, jego ogrodu. Jak mówią użytkownicy, oczyszczalnia wcale nie śmierdzi, a koszty jej obsługi są minimalne.

Trzeba jeszcze na koniec dodać, że zaangażowanie lokalnego samorządu i wykorzystanie możliwości uzyskania dofinansowania z WFOŚ, może zredukować koszt budowy takiej oczyszczalni do symbolicznych 200 złotych, pod warunkiem wkładu pracy własnej.

Zainteresowanych zapraszamy do kontaktu z naszą Fundacją i jej pracownikami, którzy mogą wszechstronnie wesprzeć zarówno indywidualne osoby jak i grupy i samorządy w poszukiwaniu najtańszych rozwiązań.

Autor: 
Mirosław Sadowski

Aktualny numer

Aktualny numer Zagrodnika

Partnerzy