Zagrodnik

 

11 lutego 2012, 09:11

Partner

Logowanie

Reklama




Obywatelu! Krytykuj władzę!

Demokracja to zły ustrój, ale dotąd nie wymyślono lepszego. Taką opinię wyrażają najzagorzalsi zwolennicy demokracji. My ze swej strony nie mamy powodu narzekać na taką formę sprawowania władzy, bo przecież Rzeczpospolita w okresie swojej największej świetności była krajem demokratycznym. Demokracja ta przyznawała prawa wyborcze tylko części społeczeństwa, według urodzenia, ale i tak byliśmy wyjątkiem w skali ówczesnego świata. A cechą charakterystyczną tej dawnej polskiej demokracji było słynne "liberum veto" - nie pozwalam, które umożliwiało skuteczny sprzeciw jednostki wobec całego zgromadzenia. Wszelkie decyzje zapadające na sejmach szlacheckich wymagały więc zgody wszystkich uprawnionych czyli jednomyślności.

Z reguł demokratycznych nie był wyłączony również król, który, nawet w kwestii małżeństwa, musiał uzyskać aprobatę obywateli. Jest to zrozumiałe. Poprzez małżeństwo mogło przecież dojść do podporządkowania kraju obcemu mocarstwu. Znane są liczne przypadki, kiedy obywatele dawnej Rzeczpospolitej prowadzili spory z najwyższą władzą i je wygrywali. Bo król sprawował władzę wykonawczą - był odpowiednikiem dzisiejszego rządu. Władza ustawodawcza była w rękach sejmu.

W naszej dawnej historii było wiele wojen toczonych z woli narodu, wiele klęsk bitewnych z powodu nieuchwalenia podatków koniecznych na prowadzenie wojen, wiele niewykorzystanych możliwości ułożenia stosunków z sąsiadami, bo sejm nakazał prowadzenie takiej, a nie innej polityki. Cechą charakterystyczną tamtej demokracji była powszechna aktywność uprawnionych obywateli w podejmowaniu wszelkich decyzji. Czy to w sejmie, czy też w lokalnych sejmikach. Każdy wiedział, że bez jego czynnego udziału, decyzje które zostaną podjęte mogą być sprzeczne z jego interesem. Więc mimo trudów i kosztów udawano się w miejsca zebrań, dyskutowano i głosowano.

Ten rys historyczny, bardzo zresztą uproszczony, przytaczam po to, żeby uświadomić czytelnikowi, że chlubny rozdział naszej historii zawdzięczamy nie (lub nie tylko) wielkim królom. Z pewnością decydujący wpływ na przebieg zdarzeń w tamtym czasie miały decyzje społeczeństwa, licznie uczestniczącego w demokratycznym rządzeniu krajem.

Dzisiaj, kiedy znów mamy szansę decydować o własnym losie, kiedy po latach dominacji jednej partii możemy wybierać do władz ludzi o różnych poglądach, od naszej aktywności zależy przyszłość naszego kraju i warunki w jakich przyjdzie żyć naszym dzieciom. Mimo wad obowiązującego systemu wyborczego, który faworyzuje duże i bogate partie, to głosy oddawane w wyborach decydują o składzie sejmu, senatu, rady gminy czy sejmiku województwa.

Aby jednak skład tych organów był odzwierciedleniem poglądów społecznych, konieczne jest, aby jak największa liczba uprawnionych uczestniczyła w wyborach. Ale nie wystarczy głosować. Trzeba jeszcze wiedzieć na kogo chcę głosować i dlaczego. Aby nasze wybory nie opierały się jedynie na obietnicach usłyszanych z ust kandydata w czasie kampanii wyborczej, powinniśmy poznać jego przeszłość. Kim jest, jakie osiągnął sukcesy, czy w jego życiorysie nie ma ciemnych plam.

W krajach o wysokim poziomie demokracji, o szansach wyborczych decyduje także życie prywatne kandydata. Społeczeństwo nie ufa kandydatom, którzy okazali się niewiernymi małżonkami, złymi rodzicami, nieuczciwymi biznesmenami. Jest w tym na pewno dużo racji, mimo że niekiedy zamyka to drogę do kariery ludziom wartościowym. Ale dzięki takiemu podejściu, do polityki nie trafiają ludzie z natury nieuczciwi, niestali w poglądach, zdolni do zdrady, także zdrady swoich wyborców.

Poznanie kandydatów jest więc najważniejszym obowiązkiem wyborcy. Ale na tym nie kończy się jego rola w sprawowaniu władzy. Wyborca musi obserwować pracę swoich delegatów i ją oceniać. Jeżeli nie spełniają oni obietnic, z którymi osiągnęli sukces, będą mieli niewielkie szanse na ponowny wybór.

Władzę należy więc krytykować. Taka krytyka ma wiele zalet. Pozwala ona wyborcy wyrobić sobie jasny pogląd na zgodność jego poglądów z linią programową przyszłych kandydatów i partii startujących w wyborach, zwiększa społeczne zainteresowanie udziałem w demokratycznym rządzeniu, a przede wszystkim mobilizuje rządzących do realizacji prezentowanych w kampanii programów. Bo świadomość, że wyborca obserwuje, ocenia i pamięta, jest wystarczającym straszakiem dla polityka.

Krytykujmy więc nasze władze, mówmy o tym głośno, zachęcając naszych sąsiadów do uczestniczenia w tej dyskusji. Dzięki temu nasze władze, będą lepiej realizowały nasze postulaty, a my będziemy mogli cieszyć się z efektów ich pracy.

Autor: 
Jan Ruszała

Aktualny numer

Aktualny numer Zagrodnika

Partnerzy