Zagrodnik

 

19 maja 2012, 11:15

Partner

Logowanie

Reklama




Jakie rolnictwo?

Dostęp do nowoczesnych metod gospodarowania, w tym chemii rolnej oraz rosnąca konkurencja na rynkach zbytu zachęcają wielu rolników do wykorzystania wszelkich sposobów zwiększania plonów. Sukces zawsze jest krótkotrwały. Już w kilka lat po wprowadzeniu intensywnych technologii pojawiają się problemy z chorobami, stratami przechowalniczymi, trudnością w uprawie i brakiem wody. Wydaje się wtedy, że trzeba zwiększać ilość zabiegów chemicznych, inwestować w nawadnianie, stosować chemię w przechowalniach. To cena jaką płacimy za zaburzenie równowagi biologicznej gleby, za próbę traktowania przyrody jako technicznego środka produkcji.

Rozpoczynamy dzisiaj cykl artykułów omawiających negatywny wpływ postępu na środowisko rolnicze i sposoby zapobiegania takiej degradacji.

Redakcja

Tytułem wstępu

Jesteśmy ludźmi myślącymi. Wymyślamy więc najrozmaitsze rzeczy. A to broń masowej zagłady, a to nowoczesne rolnictwo. Nieprzypadkowo te dwie rzeczy mi się kojarzą. Broń masowej zagłady zabija natychmiastowo. Nowoczesne rolnictwo powoli, ale równie skutecznie zabija życie w glebie, a potem zabije nas. Gleba jest wszystkich, a więc niczyja. Umiera cicho i spokojnie. Przyjmuje bez oporu wszystko, co w nią wsypujemy i wlewamy.

Na skutek nadmiernego stosowania nawozów, wapna i środków ochrony roślin ginie to, co zapewnia jej urodzajność czyli próchnica. Giną mikroorganizmy, które próchnicę odtwarzają. Kiedy ostatni hektar ziemi stanie się martwy, zniknie problem nadprodukcji żywności. Póki co, gleba daje sobie jeszcze radę z przetwarzaniem tego, co otrzymuje, daje nawet czasami wysokie plony, ale o bardzo niskiej wartości biologicznej.

Problemy zaczynają się wtedy, kiedy zawartość próchnicy spadnie poniżej 1,5%. Na taki sam plon trzeba stosować coraz więcej nawozów i środków chemicznych. Oczywiście podnosi się koszt uprawy, a zmniejsza się wartość biologiczna uzyskiwanych plonów. Wreszcie dochodzi do tego, że po 40-50 latach nowoczesnego gospodarowania, w glebie pozostaje 0,3% próchnicy. Badania takiej gleby wykazują prawidłową zawartość azotu, fosforu, potasu, wapnia, pH też nienajgorsze, a plon pszenicy ozimej tylko 30q z ha i to w dobrym roku. Gleba przy niskiej zawartości próchnicy przestaje trawić nawozy, materię organiczną i rośliny niewiele z tego korzystają. Przestaje również przyjmować i magazynować wodę. Staje się ciężka do uprawy. Na takiej glebie nawet co bardziej wymagające chwasty nie chcą rosnąć.

I co dalej?

Sypać coraz więcej nawozów, stosować coraz więcej chemii? Jak długo? Może 30-40 lat? A potem, jak mawiał pewien król Francji - "niech niebo spadnie i skowronki wydusi". Co nas obchodzą następne pokolenia - trzeba korzystać teraz bez względu na skutki.

Musimy jednak pamiętać o jednym. Rolnictwo możemy organizować na dziesiątki sposobów: mniejsze i większe gospodarstwa, mniej lub bardziej zmechanizowane, mniej lub więcej nawozów, rolnictwo bez wsi itd., ale gleba, która spłynęła ze stoku już tam nie wróci. Gleba, która przez naszą pazerność i bezmyślność uległa degradacji, już się nie odrodzi.

Gleba tworzyła się miliony lat. Każdy rok powiększał jej kapitał. Rolnictwo żyło z procentów. Przez ostatnie dziesięciolecia dobraliśmy się do kapitału. Co będzie, jeżeli na dnie kasy zabrzęczy ostatni grosz? W polskich glebach ten kapitał nie jest jeszcze taki mały. Przestańmy go trwonić. Zacznijmy traktować glebę jako coś żywego, co można zabić i otruć. Pozwólmy jej ozdrowieć, niech pokaże, na co ją stać kiedy jest zdrowa.

Autor: 
inż. Wojciech Sowiński, Rolnik

Aktualny numer

Aktualny numer Zagrodnika

Partnerzy