
![]() |
|
![]() |
||
|
| ||||
![]() |
SzukajLogowanie |
![]() |
Groźny barszcz Sosnowskiego
15 lipiec, 2009 - 08:05
Trwa sezon kwitnienia barszczu Sosnowskiego - rośliny, która jest szkodliwa dla zdrowia ludzi i zwierząt. Inspektoraty ochrony roślin oraz leśnicy przestrzegają przed chwastem, który na dobre zadomowił się w polskiej przyrodzie. Konsekwencją kontaktu z barszczem mogą być poparzenia II stopnia i blizny na całe życie. Historia barszczu Sosnowskiego sięga lat 50. Sprowadzono go do Polski z Kaukazu jako roślinę leczniczą, próbowano ją także wykorzystać jako objętościową, treściwą i bogatą w wartości odżywcze paszę dla zwierząt. Ale dar sowieckiego Instytutu Uprawy Roślin szybko okazał się prawdziwą plagą szkodliwą dla zdrowia, uznanie dla bogatej w białko i cukier karmy nie przełożyło się także na apetyt zwierząt, a zniszczenie bezużytecznego i szybko rozprzestrzeniającego się chwastu było i pozostaje niezwykle uciążliwe i polega głównie na jego mechanicznym usuwaniu. Barszcz Sosnowskiego rozplenił się zwłaszcza na południu Polski. Choć od lat znane są konsekwencje poparzenia tą rośliną, to wcale jej nie ubywa, głównie dlatego, że nie podlega ona obowiązkowi zwalczania, a jej niszczenie leży w gestii samorządów, których na to nie stać. - Największym problemem są skupiska rośliny na działkach prywatnych, gdzie nie ma możliwości jej zniszczenia. Trudne jest także zwalczanie barszczu w korytach rzek, gdzie metody chemiczne są zabronione, a mechaniczne są skomplikowane technicznie - powiedziała nam Małgorzata Woźniak, rzecznik prasowy wojewody małopolskiego. Wojewódzki inspektor ochrony roślin i nasiennictwa w Krakowie zaapelował do mieszkańców o ostrożność. Barszcz jest niebezpieczny dla ludzi i zwierząt, zawiera parzącą substancję, która powoduje zapalenie skóry. Ponadto poszczególne gminy i starostwa województwa małopolskiego otrzymały informacje o miejscach występowania i szkodliwości rośliny. - Obok informacji przesłanych drogą elektroniczną do wszystkich starostów, prezydentów miast, burmistrzów i wójtów rozesłano również tradycyjne ulotki. Można w nich znaleźć informacje o szkodliwości tej rośliny oraz o sposobach jej zwalczania. Inspektorat opracował także mapkę największych skupisk barszczu - dodaje Małgorzata Woźniak. Barszcz Sosnowskiego rośnie niemal wszędzie: na polach uprawnych, łąkach, w lasach oraz przy drogach. Najczęściej występuje na terenach wilgotnych w pobliżu rzek i strumieni. W Małopolsce największe skupiska znajdują się w powiecie wielickim, krakowskim, nowosądeckim, nowotarskim i tatrzańskim. Jednak nie tylko Małopolska ma problemy z barszczem Sosnowskiego, bo podobnie jest na Podkarpaciu. Jak podkreśla Edward Marszałek, specjalista ds. informacji Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, jedna roślina, której łodyga osiąga do 10 cm średnicy i 4 m wysokości, wytwarza około 40 tys. nasion. - Kontakt z barszczem Sosnowskiego może powodować oparzenia skóry, a także uszkodzenia układu oddechowego. Przy wysokich temperaturach i wysokiej wilgotności powietrza roślina uwalnia parzące substancje lotne, m.in. olejki eteryczne, które w kontakcie ze skórą powodują przykre dolegliwości. Uczulają skórę na działanie promieni UV, zwiększają zawartość barwnika, co w konsekwencji prowadzi do oparzeń, a nawet martwicy. Niebezpieczne jest zarówno dotykanie rośliny, jak i przebywanie w jej otoczeniu - ostrzega Marszałek. Substancja znajdująca się w barszczu może powodować zapalenie skóry, pęcherze, trudno gojące się rany i zapalenie spojówek. Roślina dodatkowo może powodować oparzenia u zwierząt hodowlanych. Poparzenie barszczem objawia się swędzeniem, zaczerwienieniem skóry i pęcherzami. Objawy te występują z opóźnieniem nawet do 12 godzin od kontaktu z rośliną i nierzadko pozostawiają blizny. W przypadku stwierdzenia kontaktu z barszczem skutecznym sposobem uniknięcia powikłań jest wystrzeganie się przez kilka dni kontaktu ze słońcem. Chore miejsce można też posmarować maścią na oparzenia i założyć jałowy opatrunek. Jednak są to tylko doraźne metody, dlatego w takich sytuacjach najlepiej zwrócić się o pomoc do lekarza. Autor: Mariusz Kamieniecki/Nasz Dziennik
|
![]() |
![]() |